Marta

Opublikowane przez Aleksandra Karpowicz w dniu

Spacery z nią zawsze były dla mnie ucieczką od zgiełku i ludzkich oczu. I nie potrzebne były rozmowy czy ustalenia gdzie jedziemy. Zgadzałyśmy się bez słowa, że żadna z nas nie ma ochoty rzucać się w wieczorny wir w centrum miasta. Wystarczało jedno hasło: Dworzysk. Może coś w tym jest, że odludzia zawsze nas pociągały…
Pamiętam, jak spędzając razem jednego z sylwestrów w podstawówce, planowałyśmy wspólny ośrodek jeździecki gdzieś w dziewiczych zakątkach Podlasia. Rozrysowywałyśmy stajnie, budynek mieszkalny dla pensjonariuszy, dom. Marta chciała wtedy zostać weterynarzem, a ja miałam być architektem.

Życie co prawda potoczyło się inaczej, ale zamiłowanie do głuszy i pięknych terenów pozostało.

PS: Plany stajni nadal trzymam w teczce na pamiątkę!