Klaudia i Kuba

Opublikowane przez Aleksandra Karpowicz w dniu

Pamiętam jak dziś ten upał. Jadąc do Suwałk na czerwcowy ślub Klaudii i Kuby dziękowałam temu, który wynalazł klimatyzację. Na podwórku zaś człowiek upodabniał się do ryby, która otwierając pyszczek łapczywie próbuje złapać oddech. W mieszkaniu z poddaszem, gdzie przygotowywała się Klaudia nie było lżej. Co jakiś czas łomotały tylko drzwi od przeciągu, z pewnością było to jednak zbędne mielenie i tak gęstego, gorącego powietrza.
Z założenia spokojne przygotowania na czerwcowy ślub, z powodu małych problemów technicznych ubioru Panny Młodej, okazały się wyścigiem z czasem. Szybka zmiana planów i jestem u Kuby. Na szczęście przed ceremonią ślubu udało się uwiecznić wszystkie najważniejsze detale. I niech mi ktoś powie, że reporterka nie jest wymagającą pracą 😀

Ślub i przyjęcie

Chwila wytchnienia nadeszła w Kościele, gdzie mogliśmy schować się wewnątrz chłodnych murów. Weszłam do nawy głównej i moim oczom ukazały się wpadające przez okna strumienie słońca i drewniane wykończenia. Poczułam przyjemne fotograficzne podekscytowanie. Było pięknie i klimatycznie! Podczas ceremonii sposób w jaki ksiądz opowiadał o małżeństwie, sprawiał, że chwilami zapominałam, że jestem tam “tylko” jako fotograf. Takie kazania jak te na ślubie Klaudii i Kuby, mocno zapadają w pamięć. Myślę, że byłabym w stanie wskazać wszystkie parafie, w których duchowni potrafią tak pięknie dobierać słowa.
Przyjazd do Hotelu Loft był dla mnie kolejnym przyjemnym zaskoczeniem. Stylowe postindustrialne wnętrza i stare fotografie na korytarzu przedstawiające carskie koszary, na bazie których powstał budynek, nadawały niesamowitej atmosfery. Nie mogłam oderwać od nich oczu, a jeszcze czekało mnie wejście na salę weselną. Świetlistą o niesamowicie wysokim sklepieniu. Przeszklona cała ściana pozwalała wpadać nieograniczonej ilości światła, które tańczyło wesoło na stołach.

A na dębowym parkiecie tańczyło wesele, jeszcze długo, długo po tym, jak już pojechałam do domu…

Plener na Suwalszczyźnie

Czerwcowy ślub Klaudii i Kuby to nie był ostatni raz, kiedy miałam okazję z nimi współpracować. Na plener znów zaprosili mnie na swoją suwalszczyznę – konkretniej do Suwalskiego Parku Krajobrazowego. To była moja druga wizyta w tych przepięknych terenach. Muszę przyznać z ręką na sercu, że myślami wciąż tam wracam. Zatraciłam się w tych łagodnych stokach o okrągłych, falistych kształtach. A w tym wszystkim Oni byli wisienką na torcie, szczerze zakochani i zapatrzeni w siebie.
Poza tym nie sposób nie wspomnieć o cudownej, czarnej koteczce, która towarzyszyła nam podczas części sesji. Domagała się pieszczot, wchodziła za nami na wzgórze. Dlatego wybaczcie mi tak rozległą relację, ale nie potrafię obiektywnie wybrać najlepszych kadrów z tego pleneru 😉