Izabela i Karol

Opublikowane przez Aleksandra Karpowicz w dniu

To był ostatnie wesele sezonu. Ostatnie, bo czekał mnie jeszcze grudniowy ślub cywilny, jednak mentalnie Iza i Karol byli dla mnie tą ostatnią Parą Młodą zamykającą rok.
Gdybym napisała, że to był po prostu słoneczny październikowy dzień, to tak, jakbym powiedziała, że czekolada jest po prostu smaczna. Jesień tego roku była wyjątkowo “niejesienna”. Przypominała raczej przedłużające się beztroskie lato. I ten dzień był właśnie idealnym tego odzwierciedleniem.
Podczas przygotowań w Lipcowym Ogrodzie przez otwarte okno pokoju sączyły się leniwie ciepłe promienie, a zasłony co chwila muskał lekki powiew wiatru. Nie było pośpiechu, bieganiny, krzątania się. Być może było to zasługą przygotowań w pokoju hotelowym, a być może dlatego, że Iza miała spotkać się z Karolem dopiero pod Sanktuarium Świętej Wody. Przygotowania obojga płynęły spokojnie, w gronie przyjaciół, pośród uśmiechów i żartów. Dopiero w chwili, gdy złapali się za ręce pod kościołem, wydarzenia tego dnia nabrały tempa. Zupełnie jakby wszechświat odczuł tą elektryzującą iskrę, która przeskoczyła w chwili, gdy dotknęły się ich palce.