Ewa i Michał

Opublikowane przez Aleksandra Karpowicz w dniu

Dotarcie na miejsce zawsze wiąże się z jakimiś moimi przygodami. Jadąc na ślub humanistyczny Ewy i Michała pod Olsztynem nie było inaczej, chociaż w zestawieniu z innymi – ta była nieszkodliwa. Nawigacja pokazywała mi wjazd w miejscu, w którym faktycznie go nie było. Przez to krążyłam kilkanaście minut po okolicy, by znaleźć wąską dróżkę ukrytą za skarpą, która prowadziła do kompleksu Przystanek Zatoka. Na szczęście kiedy wysiadłam z samochodu, wiedziałam już, że trafiłam do celu.

Ewę i Michała poznałam osobiście dopiero na przygotowaniach. Okazali się parą niesamowicie wrażliwych, młodych ludzi o ciepłym usposobieniu. Gdy krzątali się po sali, dopinając ostatnie szczegóły, czułam w powietrzu życzliwą, rodzinną atmosferę. Towarzyszenie im podczas tego dnia było dla mnie tym większym przeżyciem, że trafiliśmy na siebie dzięki Gosi, mamie Ewy. Studiowałyśmy razem na jednym kierunku parę lat temu.
Tymczasem minuta wlokła się za minutą, a przygotowania toczyły się swoim tempem. Starając się nie płoszyć wzruszeń, uśmiechów i pełnych emocji spojrzeń, przemykałam gdzieś pomiędzy salą, a pomostem…

Ślub i przyjęcie

Ślub humanistyczny odbył się na pomoście w delikatnych promieniach wychodzącego zza chmur słońca. Ewa i Michał odczytali swoje własne przysięgi, które sprawiły, że wszyscy obecni ocierali łzy wzruszenia. Nawet burmistrz Gietrzwałdu, prowadzący ceremonię, nie ukrywał, że zaszkliły mu się oczy. Tego dnia Zatokę wypełniał taki ogrom sympatii, ile miałam okazję widzieć pierwszy raz w życiu.
Przyjęcie odbywało się w przytulnej sali z widokiem na przystań. Rozmowy przy stolikach na kilkanaście minut przerwała prezentacja. W ten sposób Młodzi dziękowali za przybycie każdemu z osobna w formie zabawnych rymowanek, które sami układali. Takim oto sposobem, ja również zostałam bohaterem jednego ze slajdów.
Tego dnia nie było gwaru, pośpiechu i tłumu ludzi. Tego dnia Ewa i Michał postawili przede wszystkim na BLISKOŚĆ i RODZINĘ.